Wrzesień dobiega końca...pierwszy miesiąc przedszkola i pierwszej klasy zaliczony...na 5+.
To był trudny miesiąc, nie tylko dla moich dzieci, ale również dla mnie samej...Mało, że moja córcia poszła w końcu do przedszkola (a ostatnie 3 lata spędziłyśmy w domu razem) to mój starszy poszedł do pierwszej klasy.
O Wojtka byłam spokojna, bo dzięki pójściu do oddziału przedszkolnego w swojej szkole wiedział już co i jak. Środowisko było już znajome, część kolegów również. Zmieniła się Pani Wychowawczyni i sala, w której przebywa. Spokojnie poszliśmy na rozpoczęcie roku szkolnego, ze łzami w oczach patrzyłam jak mój Wojtuś stoi w pierwszym rzędzie i słucha tego co mówi Pan Dyrektor :-)
Z Olą było ciężej dla mnie...3 lata w domu, nierozłączne przez 24h prawie ;-), zrobiły swoje....niestety...Niby dziewczynka bardziej rozgarnięta, sprawniejsza i sprytniejsza niż mój syn w tym samym wieku, a jakoś bardziej o nią drżałam...Skupiona, ale uśmiechnięta poszła 2go września do "swoich dzici". I tak już zostało...codziennie rano wstaje bez problemów, ubiera się i biegnie z uśmiechem na buźce.." bo moja Lusia i Malysia czekają na mnie".
Udało się! Jestem dumna z moich dzieciaczków! Poradziły sobie bez problemów z nową sytuacją....teraz tylko mama musi się ogarnąć :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz