My podjęłyśmy próbę z Olką pod koniec listopada..na początku nie było łatwo, ale z dnia na dzień było tylko coraz lepiej. I w efekcie: UDAŁO się! :-)
Oczywiście Olka jest mała, ma zaledwie 2,5 roku i mimo, że już od dłuższego czasu chodzi bez pieluszki to czasem zdarza się jej popuścić czy nawet zrobić na podłogę, ale to zdarza się rzadko.
Od pewnego czasu Olcia nie nosi też pieluchy podczas jazdy autem. I tu zaczęłam się zastanawiać co w sytuacji gdy jej się zdarzy nie wstrzymać siusiu i popuści na tyle, że fotelik będzie mokry? Wyprać materiał można, dlaczego nie w końcu kupiliśmy taki fotelik, z którego pokrycie można zdjąć do prania. Tylko będzie trzeba się z tym nieźle namęczyć.
Ostatnio wpadłam na fajne rozwiązanie: ochraniacz na fotelik. Pomyślałam w sumie dlaczego nie? Przecież oprócz tego, że ochroni fotelik przed zasiusianiem to przecież później może ochronić tę część wewnętrzną przed wylaniem napoju czy przyklejeniem się np czekolady do siedziska.
Do tego ochraniacz jest kolorowy, wykonany z wysokiej jakości materiału. Z jednej strony ma mięciutki polarek, który latem szczególnie nie będzie "gryzł" w gołe nóżki, a z drugiej strony nieprzemakalne siedzisko z brzegami.
Myślę, że takie rozwiązanie sprawdzi się podczas każdej podróży idealnie. A do prania zabierzemy jedynie ochraniacz, a nie cały materiał, którym powleczony jest fotelik.
Szkoda, że nie widziałam tego rozwiązania kiedy mój syn uczył się siusiać na toaletę...trudno..teraz przy córce będę już sprytniejsza :-)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz