Święta w tym roku minęły bardzo szybko...i niestety trochę nerwowo..a to za sprawą naszej chorej córci, która postanowiła, że najpierw przed Świętami będzie ją męczył przez 2 tygodnie katar, a poważnie rozchoruje się tuż przed Wigilią ;-) bo dlaczego by nie? :-))))) Tak się śmiejemy z mężem, ale jeszcze dwa dni temu nie było nam do śmiechu, gdy na termometrze ujrzeliśmy temperaturę 39,8 stopni C.
Na nasze szczęście nie przeszkodziło nam to spędzić mimo wszystko tych Świąt w miłej acz wyczekującej na poprawę stanu zdrowia atmosferze.
Razem z dzieciaczkami przygotowaliśmy wszystkie ozdoby, ubraliśmy choinkę, a potem wysprzątaliśmy dom. U nas porządki są podzielone na etapy, bo wtedy łatwiej i milej jest się przygotować do Świąt, nie musząc się spieszyć i denerwować. Zawczasu zrobiliśmy zakupy świąteczne i prezenty, choć nie obyło się bez jednej wizyty w Galerii w weekend przedświąteczny i nigdy więcej tego nie zrobimy.
Dzieciaki pomogły mi polukrować pierniki, sernik i makowiec...mniam..bez tego ani rusz w święta :-)
Skoro wszystko było gotowe czekaliśmy na przyjście Św. Mikołaja :-) Wojtuś zostawił pod choinką ciasteczka i szklankę mleka, żeby Mikołaj mógł sobie coś przegryźć przynosząc prezenty, bo przecież odbywa w tę noc taak długą podróż,prawda??
Jedyne czego brakowało w Święta to jak zwykle....śniegu, ale cóż...na to już nie mamy wpływu!
Wigilia upłynęła w rodzinnym, ciepłym nastroju z mnóstwem jedzenia, prezentów, kolęd i śmiechu. Tak..to był miły czas..w którym mogłam na chwilkę zapomnieć, że jednak kogoś brakuje przy tym stole i bardzo za tymi osobami tęsknię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz